Ma stać na biurku i przyciągać wzrok detalem? Robić wrażenie dopracowaną formą? A może bardziej opowiadać historię: pokazywać ludzi, ruch, kontekst i kawałek życia firmy? Pora na wybór między scenką a statuetką. Łatwo nie będzie, bo obie formy mają sporo plusów.
Jedna maszyna, dwa projekty
Załóżmy, że tą charakterystyczną maszyną jest wózek widłowy.
Możemy zaprojektować go jako statuetkę, 14 cm, ~200 elementów: błyszczący pojazd w barwach firmy, dopracowany w detalach, ustawiony na postumencie z odpowiednim podpisem. Zwarta forma i czytelny bohater. Nic nie odciąga od niego uwagi. Widać masywną sylwetkę, widły, kabinę, rozpoznawalne felgi i oznaczenia, które każdy pracownik rozpozna od razu. Taki model daje bardzo prosty efekt “wow” - reprezentuje, budzi dumę, to prawdziwe trofeum. Po złożeniu działa jak firmowy symbol, niezależnie czy stanie w gablocie u prezesa, na biurku kontrahenta, przy recepcji, czy w domu pracownika.
A gdyby tak wkomponować nasz pojazd w scenkę? Ten sam wózek w magazynie, uśmiechnięty operator za kierownicą, paleta paczek, drugi pracownik przy regale? Maszyna w obu wersjach jest ta sama, ale pojawiają się pewne istotne różnice.
Statuetka mówi: “spójrz na mnie”. Scenka mówi: “spójrz, co tutaj się dzieje”. I to jest sedno. Statuetka działa formą. Liczy się bryła, proporcja, detal, sposób ekspozycji (postument). Scenka działa energią: wózek jedzie, operator ładuje, technik naprawia, pracownik pakuje, kierowca odbiera towar. Każda figurka jest w trakcie jakiejś czynności, a między nimi widać relacje: kierowca czeka na podpis, technik woła kolegę do pomocy.
Gdy produkt nie mówi sam za siebie
Czy każdy produkt potrafi sam opowiedzieć swoją historię? Z wózkiem widłowym jest łatwo. Ma charakterystyczną formę, dobrze wygląda sam i równie dobrze odnajduje się w scence. Z routerem byłoby trudniej. Odwzorowany z Blocków może być bardzo realistyczny: prostopadłościan, porty, diody, logo. Technicznie wszystko się zgadza, ale dla osoby spoza branży to tylko zgrabne pudełko z lampkami.
A gdyby pokazać serwisanta, który właśnie montuje router w biurze? Obok szafa rackowa, przewody, zajęci pracownicy po drugiej stronie ściany? Nagle urządzenie dostaje rolę i widać już nie tylko CO to jest, ale też PO CO istnieje. Tutaj scenka ma przewagę: po prostu daje kontekst.
Z drugiej strony, jeśli mamy koparkę, ciężarówkę, lokomotywę, samolot albo inną charakterystyczną maszynę, dokładanie całej historii dookoła może być niepotrzebne. Czasem chcemy po prostu porządnie pokazać to, co napawa nas dumą.
Więcej detalu czy więcej kontekstu?
Różnice między scenką a statuetką dotykają też liczby elementów zestawu, ale nie zawsze będą oczywiste.
Jeśli weźmiemy dokładnie ten sam projekt wózka, to statuetka ustawiona na postumencie będzie naturalnie prostsza. W scence dochodzi przecież całe otoczenie: regał, palety, pracownicy, fragment hali, drobne elementy budujące sytuację. Ale wystarczy zmienić założenie i proporcje mogą się odwrócić.
Statuetka wcale nie musi być małym, oszczędnym modelem. A gdyby tak dać jej większą skalę, mocniej wejść w detal, bardziej rozbudować bryłę i zaprojektować ją z rozmachem? Wtedy sama maszyna ma więcej elementów niż niewielka scenka z jej udziałem - i odpowiednio kosztuje. Przy dużym nakładzie nawet niewielka różnica w liczbie klocków podbija stawkę: dodatkowe 100 klocków przy 3000 zestawów oznacza 300 tysięcy elementów więcej do wyprodukowania, skompletowania i spakowania.

Zostańmy chwilę przy statuetkach, bo łatwo wpaść tu w pułapkę myślenia wyłącznie o miniaturach produktów i maszyn. Statuetka może upamiętniać ważne wydarzenie albo być nagrodą. I wtedy wcale nie musi przedstawiać niczego dosłownie. Realizowaliśmy projekty bardziej abstrakcyjne, wręcz artystyczne: inspirowane sylwetką nagrody filmowej, wyprowadzone z logotypu, symbolizujące wartości firmy albo przekładające jej etos na graficzną, przestrzenną formę. Taki swoisty firmowy totem - obiekt, którego znaczenie wynika nie z wiernego odwzorowania czegoś istniejącego, ale z idei, którą ma reprezentować.
To otwiera zupełnie inną ścieżkę projektowania. Jeśli zaczniemy rozmowę od pytania “jaką maszynę mamy zbudować?”, możemy ominąć pomysł, który dużo lepiej opowie o okazji, osiągnięciu albo samej organizacji. Jedna rzecz pozostanie wspólna dla wszystkich statuetek: po złożeniu osiągną swoją docelową formę. Składasz, ustawiasz i gotowe. Dalej pracuje już sam obiekt: wygląda, reprezentuje, przypomina, budzi skojarzenia.
Scenka z Blocków zaprasza do dłuższej interakcji, bo tutaj, nawet po ostatnim kroku instrukcji nic nie jest ustalone na zawsze. Operator może wysiąść z wózka, paleta może pojechać pod inny regał, figurki mogą zamienić się miejscami, ktoś przesunie elementy, ustawi własną sytuację, dołoży coś od siebie. Scenka ma w sobie więcej życia, bo jej forma zachęca do zabawy.
Ten potencjał do rearanżacji jest ważniejszy, niż może się wydawać. Przy statuetce oglądamy zaprojektowany obiekt. W scence możemy wejść w jego świat, ruszyć go i na chwilę przejąć nad nim kontrolę. Dlatego przy wyborze formatu nie warto pytać tylko o liczbę elementów czy wielkość pudełka. Lepiej wrócić do początku: jaką relację z gotowym zestawem chcemy stworzyć?
- Czy odbiorca ma spojrzeć na niego i pomyśleć: “wow, cacko, chcę to mieć na półce”?
- Czy raczej: “zobacz, co tutaj się dzieje” i odruchowo przesunąć figurkę?
Tutaj wpada kluczowe pytanie: kto dostanie ten zestaw?
Demokratyczny wybór
Format nie powinien wynikać wyłącznie z tego, co najbardziej podoba się zespołowi projektowemu. Trzeba spojrzeć na odbiorców. Przykład? Jubileusz firmy zatrudniającej dwa tysiące osób, a do tego 80 egzemplarzy dla zarządu i kluczowych partnerów.
W takim układzie warto projektować przede wszystkim pod największą grupę. Jeśli zestaw ma trafić do pracowników, a firma chce pokazać ludzi, codzienną pracę i kawałek własnego świata, scenka jest naturalnym wyborem. W rękach zarządu czy partnerów nie traci reprezentacyjnego charakteru tylko dlatego, że jest bardziej narracyjna niż statuetka. Działa to również w drugą stronę.
Jeśli z tysiąca egzemplarzy osiemset trafi do dyrektorów u klientów i partnerów biznesowych, a firma ma charakterystyczny produkt czy maszynę, statuetka ma dużo więcej sensu. Zwarta forma, dobry detal, postument z podpisem. Coś, co fajnie wygląda w gabinecie.
Gdy grupy się mieszają, skupiamy się na największej z nich. To odbiorca powinien być ostatnim filtrem przed decyzją o formacie. Zanim zdecydujemy, co chcemy pokazać, musimy wiedzieć, jakie emocje powinny zostać ukryte w pudełku z Blockami.
Nasz wózek widłowy może stać na postumencie, godnie reprezentować firmowe barwy i przyciągać spojrzenia. Może też pojechać do pracy w magazynie, z operatorem i paletą paczek. W pierwszej wersji pokazujemy coś, z czego jesteśmy dumni. W drugiej - zapraszamy odbiorcę do naszego świata. Za kilka lat ktoś zdejmie ten wózek z półki i poda go osobie, która jest u nas pierwszy raz. Dziś decydujemy, co wtedy zobaczy: trofeum czy kawałek naszej codzienności.
Tomasz Więch
Blocki Custom

.png)

.png)